Chiang Mai – już tam nie wrócę

Spędziliśmy w Chiang Mai (Tajlandia) aż 11 dni. Wszystko przez ulewne deszcze monsunowe, które objęły południe kraju, gdzie od początku wyjazdu chcieliśmy odpocząć od pracy i zimy. I to jest pierwsza korzyść z tego, że nie mieliśmy wcześniej wykupionych noclegów na południu. Po prostu przeczekaliśmy złą pogodę. Jak zatem wspominam Chiang Mai?

Czytaj dalej

O co chodzi z tymi górami w Tajlandii?

Będąc w Chiang Mai trudno nie skusić się, aby wejść na Doi Inthanon, najwyższy szczyt Tajlandii (2565 m n.p.m.). Trudno też dokonać wyboru w jaki sposób to zrobić. Inaczej niż w polskich górach, nie dotrzemy tam pięknym szlakiem na sam szczyt (góra jest porośnięta gęstym lasem). Jedyna opcja (o zgrozo!) to droga asfaltowa.

Czytaj dalej

3 nights in Bangkok – akt 2

No i w końcu się udało, choć porażka była blisko. Tym razem ubrani w długie spodnie i rękawki, zakrywające co należy dostaliśmy się do Wielkiego Pałacu (wstęp 500 THB, czyli ok 60 zł/os). Co prawda ten moment, gdy przy bramkach poproszono nas o paszporty, a my mieliśmy przy sobie tylko dowód osobisty sprawił, że zrobiło mi się gorąco. Chociaż w tym wypadku powinnam chyba użyć określenia wrząco, bo gorąco to było na dworze: ponad 30 stopni i duchota na maksa. Ale zlitowano się nad nami i weszliśmy. Trzeciego podejścia by nie było.

Czytaj dalej

3 nights in Bangkok (akt 1)

Po 19 godzinach lotu przez Helsinki i Singapur w końcu dotarliśmy do hotelu: zmęczeni i spoceni, a w dodatku okazało się, że musimy wspinać się na 3 piętro, wchodząc po wąskich schodach (trzy razy się zastanowisz czy zabrałeś wszystko z pokoju, bo wracać na pewno nie będziesz). Na szczęście wybrałam pokój z klimatyzacją, więc szybko odzyskaliśmy siły. Szczególnie, że chodziło o poszukiwanie jedzenia, a z tym w naszym przypadku nie ma żartów.

Czytaj dalej